Czym powinno cechować się auto dla kobiety? Powinno być zwinne, szczególnie w mieście, gdzie ciężko o miejsce parkingowe. Powinno posiadać intuicyjny kokpit, aby szybko zmienić temperaturę, wpisać cel w nawigacji czy po prostu włączyć kolejny utwór muzyczny. Musi także posiadać stosunkowo spory bagażnik, spalać niewielkie ilości paliwa, a przy tym być w miarę dynamiczny. Czyżbym szukała ideału, którego nie ma? A może Suzuki Swift jest właśnie takim autem? Miałam okazję pojeździć przez kilka dni tym samochodem. Poznajcie moją opinię na ten temat.

Już na wstępie chciałabym poinformować, iż nie jestem znawcą motoryzacji, dlatego te wszystkie konie mechaniczne, niutonometry i inne pojęcia, które i tak zapewne dla większości z Was są trudne postaram się pominąć. To znaczy dam znać co znajdowało się pod maską w testowanym Suzuki Swift, ale czy to dużo, czy mało, czy dobrze, czy źle to już nie wiem sama. Ot, będą to moje odczucia z jazdy tym małym japończykiem. Mam nadzieję, że przedstawiciele Suzuki nie będą mi mieli tego za złe. Nie przedłużam już, bo czas opowiedzieć o tym białym, zwinnym samochodziku.

Ładny czy nie? Kwestia gustu rzecz jasna

Wiele z nas, drogie Panie poszukując autka kieruje się jego wyglądem. Dlatego też opinię na temat tego, czy Suzuki Swift jest ładny czy nie pozostawiam Wam. Mi osobiście samochód się podoba. Ma fajnie narysowane nadwozie. Patrząc od frontu widzimy uśmiechniętą buźkę (przynajmniej ja to widzę), ładne reflektory z diodami LED do jazdy dziennej. Z boku jest sporo przetłoczeń, fajnie schowane klamki drzwi tylnych. Słupek C jest lekko oklejony na czarno, co sprawia wrażenie, jakby go nie było. Taki prosty zabieg nadaje Swiftowi takiego sportowego charakteru. Japończyk ma też ładny wzór felg, które są dopełnieniem bocznej linii. Z tyłu nie dzieje się już tak dużo, jak z przodu i z boku. Mamy ładne lampy zachodzące na boczną linię nadwozia. Światło przeciwmgłowe znajduje się pod rejestracją, na dolnej części zderzaka.

Ogólnie tak jak już pisałam, Swift mnie urzekł swoim fajnym wyglądem. Dopełnieniem jest jego biały lakier, który przypadł mi do gustu. Ogólnie lubię białe auta, ale te nowe, gdzie ta biel jest jakaś taka… inna. Przypomnijcie sobie jak wyglądało np. Punto pierwszej generacji w bieli, a jak wygląda testowany Swift. Zapewne chodzi o rodzaj lakieru. Tak czy inaczej, biały lakier w połączeniu z czarnymi dodatkami i przyciemnianymi szybami może się podobać.

Wnętrze to sporo plastiku, ale to normalne w japońskich autach

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego te wszystkie japońskie auta mają sporo nawiązania do lat 90-tych. O co mi chodzi? Miałam okazję przejechać się np. Nissanem Navarą, Mitsubishi Pajero, Toyotą Avensis oraz oczywiście bohaterem tego tekstu, czyli Suzuki Swift. Wszystkie te auta łączy jedno. Wiele guzików wygląda tak jak jakoś staro. Klikając przełącznik do otwierania szyb wydaje mi się, że robię to w Hondzie Civic z 94 roku. No coś tu jest nie tak, bo np. Mercedes-Benz, BMW czy nawet Skoda już dawno porzuciły ten oldschool oferując nowoczesne wnętrza.

No dobra, ponarzekałam na guziczki, ale poza tym Suzuki Swift ma bardzo fajne wnętrze. O ile nie będziecie dotykać tych twardych jak skała wszechobecnych plastików. Kierownica dobrze leży w dłoniach. Przyciski do regulacji audio, tempomatu czy zestawu głośnomówiącego są umieszczone tak, aby łatwo się ich nauczyć, a co za tym idzie nie odrywać wzroku podczas jazdy. Producent dołączył także łopatki niczym z Ferrari. Fajny gadżet, ale ja z niego skorzystałam może raz, czy dwa. Plus za bardzo czytelne zegary i ekranik pomiędzy nimi, który wyświetla np. informacje o spalaniu. Ekran główny, ten od multimediów również jest czytelny, aczkolwiek wygląd oprogramowania jest nieco przestarzały. Tuż pod nim znajdziemy bardzo ładne trzy gałki, którymi regulujemy ustawienia klimatyzacji. Fotele są trochę za miękkie. To znaczy w mieście będzie fajnie, miło i wygodnie, ale już jadąc w dalszą trasę będziecie odczuwali ból pleców. No może nie wszyscy, ale ja trochę odczuwałam.

Jak się jeździ Suzuki Swift?

Zacznę od tych wszystkich cyferek, bo być może mój tekst przeczyta np. Gosia Rdest czy Karolina Pilarczyk i panie będą na mnie złe, że nie napisałam tych wszystkich ważnych informacji. No to tak, testowany przeze mnie Swift wyposażony był w litrowy silniczek trzycylindrowy o mocy 111 KM. Współpracował on z sześciobiegową skrzynią automatyczną. Aha, no i moment obrotowy. Niutonometrów jest 160 w zakresie 1700 – 4000 obr./min. Do setki Swift przyspiesza w dziesięć sekund. Ogólnie ten samochód jest bardzo dynamiczny dzięki temu, że waży zaledwie 950 kg. To wręcz waga gokartowa, dlatego przyjemności z jazdy Swift daje mnóstwo. I wcale nie trzeba rozpędzać się nim do niewiadomo jakich prędkości, by czerpać sporo frajdy.

Miejsca jest naprawdę sporo. Oczywiście nie dla wszystkich, bo jak ma Swiftem podróżować czterech facetów 180+ cm to lepiej niech jadą jakimś Superbem czy X5-tką. Mi jednak Swift odpowiadał, bo i spore zakupy mogłam zawieźć (bagażnik ma pojemność 265 litrów) i z koleżankami wybrać się… gdziekolwiek, a żadna z nas nie narzekała na to, że było za ciasno. OK, jedno co mnie irytowało to podłokietnik, a raczej jego brak. Minus i to spory, bo np. Citroen C3 posiada takowy, przynajmniej dla kierowcy.

Suzuki Swift ma jeszcze jedną zaletę. Spala w trasie zaledwie pięć, no góra sześć litrów benzyny na setkę. W mieście około siedmiu – ośmiu litrów. No kurczę, serio super sprawa. Aha, Suzuki zainstalował w Swifcie szereg bardzo ważnych systemów bezpieczeństwa. Przykładowo jak za szybko dojeżdżamy do auta, które nagle zahamowało dzielny japończyk poinformuje nas o tym i rozpocznie awaryjne hamowanie. Oprócz tego mamy aktywny tempomat, dobre reflektory, które świetnie świecą w nocy, kamerę cofania.

Podsumowanie

Suzuki Swift, który tutaj prezentuję to wersja Elegance, a więc top of the top. No, może poza Sport. Jego cena startuje od 60 400 zł, a więc sporo jak na mały miejski samochodzik. Samo to, że bazowa kwota, jaką musicie zapłacić za Swifta to 48 400 zł, a więc różnica jest duża, prawda? Jeśli jeszcze w tej wersji Elegance dorzucicie automat to cena z 60 tys. wzrasta do 74 900 zł. Sporo sobie Suzuki życzy za tą skrzynię biegów. Ale cóż, za wygodę trzeba płacić.

Podsumowując te wszystkie wady i zalety uważam, że Suzuki Swift to udany samochód, chociaż nieco za drogi. Jest ładny, wnętrze również narysowano bardzo poprawnie, a sama jazda daje nam sporo frajdy i nie rujnuje budżetu domowego (chodzi mi o paliwo, nie o sam zakup auta). Rysą na szkle będą twarde plastiki, brak podłokietnika i niewygodne fotele. Nie ma jednak ideałów i niestety, trzeba iść na kompromis.

Konkurencja jest spora

Sprawdziłam co oferuje konkurencja za około 70 tysięcy złotych. To tak, wspomniany już Citroen C3 Aircross, który był testowany przez MenWorld.pl. Jest też Seat Ibiza Style z motorem 1.0, trafia się Leon również w wersji Style. Można kupić Renault Megane 1.6, Volkswagena Polo Comfortline, Fiata Tipo, Dacię Duster, a nawet Seata Aronę. Wybór jest więc spory, dlatego najlepszą opcją będzie jak sprawdzicie przed zakupem wszystkie te auta podczas jazd testowych i wybierzecie swój ideał. Pozostaje mi tylko życzyć Wam powodzenia w zakupie oraz bezkolizyjnej i bezawaryjnej długiej jazdy swoim wymarzonym autkiem.

Share: